Jeanne (jeanne8917) wrote,
Jeanne
jeanne8917

Kiedy miłość mieszka w niebie [M][OMC/OMC]



TYTUŁ: Kiedy miłość mieszka w niebie 
AUTOR: Jeanne 
BETA: Lili
DATA: ok. 22.11.11 
PARA: boy/boy
GATUNEK: angst jak nic 
OD LAT: 16+
OSTRZEŻENIA: Tekst jest trudny. Podczas oceniania pojedynku tylko jedna osoba była bliska jego znaczenia, albo tego jak go czytać. Interesują mnie Wasze interpretacje, ponieważ tekst się do tego nadaje niesamowicie! Jak to się mówi - ma drugi dno.
N/A: Tekst pojedynkowy. Przegrany dosłownie 0,5 punkta - rywalizacja byłą ostra, zacięta i niesamowicie wciągająca! Miałam jednak niesamowicie trudną przeciwniczkę, piszącą genialne opowiadania - to było moim debiutem w dziedzinie opowiadań slash. Wyszło więc chyba dobrze, prawda? Błedy, które pokazała Aguś - poprawione :) Dziękuję.


  Warunki:[list]
  WARUNKI: 
  Tytuł: Dowolny 
  Fandom: Opowiadanie własne 
  Rating: Dowolny 
  Temat: Dowolny 
  Forma: Dowolna, jedynie za parodię podziękuję 
  Długość: 2-6 stron TNR 12 
  Warunki: 
  Pojawią się... 
    - wiadomości telewizyjne 
    - jedwabny szalik 
    - słowo "kurtuazja" 
    - dodatkowe warunki mogą zostać wprowadzone przez podejmującego (; 
  Beta: nie 
  Termin: 21 listopad 2011

***

Daniel lubił obserwować ludzi. Szczególnie ich zachowania w pewnych sytuacjach, to jacy są typowi oraz przewidywalni. W swoim krótkim życiu nauczył się już rozumieć, dlaczego oni tak się zachowywali. Nie potrzebował do tego żadnych studiów by być w stanie domyśleć się, dlaczego Marcin z jego klasy tak bardzo próbuje się „popisywać”, kiedy w pobliżu znajduje się Anka; albo dlaczego wszyscy chodzą z nosem w zeszytach czy podręczniku. Przecież to było tak łatwe do odgadnięcia, te emocje wręcz z nich emanowały – strach – bo tak jest – przed oceną, wstyd – dlaczego? przecież to takie... – źle wypadnę przed innymi, wina – to nie ja! – przecież mogłem uczyć się wcześniej; ale też skrępowanie i poddenerwowanie – on też? – muszę wypaść najlepiej, musi wybrać mnie, euforia – tak... więcej... częściej. – zaliczyłem! 
Wystarczyło na nich tylko spojrzeć, większość z nich była tą szarą masą, która stapiała się w jedno, mieszała, emanowała normalnością. Możesz przenieść się w całkiem inne miejsce, a emocje będą takie same – może i spowodowane czymś innym, ale to nie ma znaczenia. Liczy się 

fakt. 

Faktem jest istnienie Daniela, Marcina, Anki. Faktem jest słońce i wiatr, to co dotykasz i widzisz. Ale czy faktem możemy nazwać czucie? uczucie? myśli i spostrzeżenia? Czy faktem jest dane zachowanie? Złość, grzeczność, wrogość, uprzejmość, kurtuazja, arogancja? To mogą być tylko słowa. Czasami puste, czasami synonimy. Używane są by uprościć zrozumienie tak trudnych mechanizmów, jak emocje. Daniel sam nie wie co tak naprawdę znaczy ta cała kurtuazja o której tyle mówi się w telewizji. Przecież dla jednych jest to przepuszczenie koleżanki z pracy w drzwiach przez mężczyznę, przez kogoś innego jest ona uważana za uprzejme zachowanie - czym jest uprzejmość? – ustąpienie miejsca w autobusie, kiedy prawie wszystkie miejscówki siedzące są wolne. Ale dla niego kurtuazją jest pomoc; nie suche i bezuczuciowe – uczucia? – słowa, które je opisują na jednej ze stron, którą znalazł w internecie. 

  kurtuazja - wyszukana, nieco staromodna, grzeczność, zwłaszcza w sytuacjach oficjalnych: Z wyszukaną kurtuazją zwracał się do starszych pań. Skłonił się z kurtuazją i zaczął: – Panie przewodniczący! 
fr. courtoisie od: cour ‘dwór’

Wyszukana? Staromodna? A co z dżentelmeństwem oraz dobrym wychowaniem, o którym tak wszyscy krzyczą? 
Dla niego kurtuazja to opis takiego jego zachowania, które powszechnie jest nazywane uprzejmością, pomocną innemu człowiekowi, opiekuńczością. Nie obchodziło go, że jego definicja zgoła różni się od powszechnie przyjętej opinii. 

On nie chciał być normalny – co to normalność?. Nie lubił tego. 

Daniel widział siebie w barwach. Jednego dnia chciał być czerwonym, pasjonującym, namiętnym w tym co robi, szarmanckim mężczyzną; innego, życzył sobie odcienia żółci i pomarańczu – ciepłym, miłym, komfortowym; zielonym – bo obudził się z chęcią bycia nadzieją. Był nastolatkiem tak różnym od swoich rówieśników, nauczycieli, przechodniów. Zamiast uczyć się czy włóczyć po pubach w celu spicia się do dość trudnego i nieprzyjemnego dla odtoczenie stanu wolał wędrować po ośrodkach dla bezdomnych, od czasu do czasu przynieść jakieś ubrania, na placu zabaw pobiegać z małymi, zupełnie nieznanymi dziećmi. Spacerować nocą po osiedlu, nerwowo oglądając się czy nikt go nie śledzi – może głupie to, był nastolatkiem, ale taki nawyk. –  przemoc. – skręcając w coraz to nowe – stare – uliczki. Był Wrocławianinem dlatego często wybierał jeden z wielu mostów, przynosił zniszczoną poduszkę – bo zimno – i siadając na niej, przewieszał nogi przez pręty barierek. Wpatrywał się w światła miasta myśląc o tych wszystkich, który są i którzy byli. 

O tych co będą? - nie raczej, nie. 

Często zachodził do jednego ze schronisk dla młodzieży. Widywał młodociane prostytutki, złodziejaszków, narkomanów. Ci ostatni byli wszystkimi jednocześnie i to chyba ich najbardziej Daniel lubił obserwować. Fascynowało – przerażało – go jak mimo wielu lat autodestrukcyjnego życia potrafią przetrwać kolejne dni, miesiące. Widział dziewczynę tak wytatuowaną, że sam jej widok kazał mu się zastanowić nad pojęciem bólu, – bo tego potrzebuję - cierpienia ukrytego pod płótnem, tak niezgrabnie pomalowanego farbami, starając się tylko zakleić coraz to nowe pęknięcia, powstające [wcale, że nie] samoistnie. Widział dwunastolatka siedzącego w kącie i obgryzającego paznokcie, bujającego się w przód i tył, szeptającego – jest na głodzie, wiesz? tutaj musisz być czysty. wiesz co mam kurwa na myśli, nie? – rozpaczliwe „ma-ma, mama, ma-ma, ma-mma”. Obraz ten spowodował u niego odruch ucieczki. Potykając się o własne nogi wpadł na kogoś, jak się okazało, niewiele starszego od siebie, ciemnowłosego chłopaka. Tamten wcale na ćpuna nie wyglądał, a na pewno tak się nie zachowywał, – wariat? – ponieważ silne dłonie złapały go w przedramionach chroniąc przed upadkiem. Jednak na swojej twarzy poczuł cuchnący oddech, gdy ten powiedział: 

- Boisz się? 

wariat. 

Daniel nie odpowiedział, ale uciekł z tamtego miejsca i z mocno bijącym sercem wpadł do domu. Siedział w swoim pokoju nie ruszając się przez dwie godziny, będą w stanie prawie zamrożenia. A kiedy wróciła jego matka – przytulił ją mając przed oczami malca, jak i gniewne, wyzywające oczy tego ciemnowłosego. 

Wracał tam jednak często, obserwując z daleka tego dwunastolatka oraz to jak stara się wyjść z nałogu. Dziecku ulicy jest to trudne, a jak dowiedział się od opiekunów, tutaj wszyscy byli takimi dziećmi ulicy. Część z nich była sierotami – społecznymi czy naturalnymi, jednak niewielka liczba tak naprawdę bezdomnymi. Z reguły te dzieciaki po prostu uciekały z domu. Tak też było w przypadku Michałka – jego tatuś pił i bił go, a mamusia nie wracała do niego, bo „jest głupią dziwką” - jak mówił mu tatuś - bo tatuś jest dobry. Czasami tylko zamykał mnie na cały dzień, czasami i noc w schowku na narzędzia. ale tatuś jest dobry – przecież dawał mi trochę wody i chlebka... 

Daniel obserwował Michałka z daleka, bojąc się podejść, bojąc siego złamać. Czasami podrzucał mu jakiegoś smakołyka, zostawił pluszaka – zauważył jak ten przytula się do niego, gdy ten ciemnowłosy chłopak wychodzi. Z reguły nocą, kiedy większość z nich szła spać, a nieliczni wychodzili, przeważnie grupą – jestem kurwą. i dobrze mi z tym. – Aroganckie spojrzenie.

 Daniel raz ich – jego – śledził. Zauważywszy jak ten „kursuje” wokół męskiej toalety na dworcu głównym zaczął podejrzewać. Jego obserwacje ewoluowały w obawy, zniechęcenie, wstręt. Mimo to zawsze stawał tam i patrzył. Sprawdzał. 

A po wszystkim wracał. Za nim. Do Michałka. 

Z plotek dowiedział się, że wcale nie są rodzeństwem, ale ten ciemnowłosy opiekuje się nim od dawna. W sumie to on przyprowadził dwunastolatka, do schroniska, spotkawszy go na tym samym dworcu, na który on sam teraz tak często i regularnie chodzi. Dlaczego? Wolontariusze nie wiedzą – przecież nie ćpa, to na dragi nie potrzebuje pieniędzy. 

- Dla Michałka – mówi ktoś, a Danielowi jest jakoś łatwo uwierzyć. Michałek musi być dla niego ważny, a Ciemnowłosy traktuje go jak młodszego braciszka. Czy żałuje? Może próbuje odpokutować za swoje błędy? 

Daniel nie wie. Z Ciemnowłosym nie rozmawiał za wiele razy. Czasami tylko o Michałku, nigdy o życiu na ulicy. Nie wiedział czy nie chciał wiedzieć czy raczej nie chciał naciskać. 

Dlaczego? Dlaczego, dlaczegodlaczegodlaczego? 

To pytanie powtarzał sobie cały czas nie rozumiejąc co się w nim – z nim – dzieje. Do momentu kiedy przyszedł i zobaczył jak Ciemnowłosy czeka na niego przed budynkiem. Było ciemno, ale lekkie światło bijące z pobliskiej latarni pozwalało dojrzeć mu rysy twarzy. I ten nieśmiały uśmiech, gdy wręczał mu jakąś paczuszkę. Ciche „dziękuję” wypowiedziane stłumionym głosem. Próba ucieczki, szarpnięcie, zatrzymanie. 
Próba pocałunku przed gwałtowną szamotaniną, uspokojenie i ukojenie. 

- nie... nie mogę. nie chcę. 

- Ja chyba. Chyba. - Słowa wypowiedziane być nie muszą. 

- mogę być chory. nie chcę byś miał. i ja też. wiesz, to chyba. 

Jedwabny szalik był pierwszym i ostatnim prezentem jaki otrzymał od Ciemnowłosego. Nie wiedział czy zaczęło się od Michałka. A może od ciepłej kurtki? Ciepłego posiłku? Może to po prostu jakiś syndrom czegoś-tam-psychologicznego. Lub zwykłe ukrywanie swoich własnych uczuć by spowodować radość i uszczęśliwić dobroczyńcę Michałka. 

Tylko, że Michałek zmarł. Michałek się zaćpał. Michałek się zabił za bardzo tęskniąc za „ma-mą”. Michałek kochał. Michałek potrzebował. 

Tak jak Daniel potrzebował Ciemnowłosego. Tak jak Daniel potrzebował wyrwać go z tego bagna. Tak jak Daniel potrzebował się przebudzić. Tak jak Michałek Daniela ożywił. Dla Ciemnowłosego. Dla Damiana. 

- kocham - 

Tags: opowiadanie własne, slash
Subscribe

  • Święta [M][Kai/Uruha]

    by Arashi-kun :* TYTUŁ: Święta AUTOR: Jeanne BETA: Wielkie podziękowania dla niezastąpionej Puć :* oraz dla Lonley :) FANDOM&PAIRING: the…

  • Taka-chan? [M][Reita/Ruki]

    Tytuł: Taka-chan? Autor: Jeanne Gatunek: Powiedzmy, że angst - w sumie miał to być drabble, ale... ze stu słów wyszło około tysiąc (jeśli…

  • (no subject)

    Tolerancja. Dla jednych jest to brzydkie słowo. Dlaczego? Ponieważ jest negatywne, samo jego drugie znaczenie, według SJP nie brzmi za przychylnie:…

  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments